Legendarna Panno Młoda, wzywam Cię!

Miliony kobiet na całym świecie, doskonale wiedzą, jak będzie wyglądał Ten Dzień. Zaplanowały go ze szczegółami, gdy jeszcze były małymi dziewczynkami. Wiedzą, jakie kwiaty, jaki makijaż, czy fryzura. Sukienka wybrana na podstawie niezliczonej ilości obejrzanych katalogów, dopchniętych jeszcze inspiracjami z Pinteresta i Weheartit. Buty – już dawno rozchodzone. Miejsce – wybrane pięć lat przed terminem. Lista gości – dawno ustalona. Motyw przewodni ślubu i wesela – to podstawa! Lekcje tańca ukończone z tytułem Master of first dance, zaproszenia –  zaprojektowane przez najlepszych grafików i już dawno rozdane, muzyka, fotograf, menu, tort – wiadomka. Wiadomka, że wszystko jest gotowe. Dopięte na ostatni guzik, na rok przed wyznaczoną datą. Bo później zostaje już tylko przeżywanie, rozmawianie tylko o tym dniu, który przecież już tuż-tuż, próbowanie niezliczonych wariantów hybryd i piszczenie z podniecenia na myśl o wieczorze panieńskim.

Legenda głosi, że niegdyś żyła też kobieta, która przeciwstawiła się trendom, wszystko robiła na ostatnią chwilę, nie przejmowała się za bardzo zmianą swego stanu cywilnego i puszczała mimo uszu wszelkie zapytania o ogólną koncepcję Tego Dnia.
Niestety, nikt nie wie, co się z ta kobietą stało, czy żyje, gdzie mieszka ani nawet czy i jak udał się jej ślub i to całe afterparty.

A szkoda.
Bo właśnie rozmowa z tą kobietą byłaby dla mnie wręcz nieocenioną pomocą.

Za niecałe sto dni, mam dołączyć do grona mężatek.
Niecałe 100 (!) dni!
A ja… nie czuję tego.
I nie chodzi o to, że się nie cieszę… Choć, właściwie, o to właśnie chodzi.
Żebyśmy się dobrze zrozumieli: jest nam z K. dobrze tak, jak jest i ślub, to tylko formalność, która ułatwia sporo spraw w tym kraju. Jak choćby uzyskanie informacji o stanie zdrowia partnera, czy zakup mieszkania/wybudowanie domu (podobno nic tak nie łączy dwojga ludzi, jak kredyt hipoteczny ;)) Ogólnie rzecz biorąc, oboje chcielibyśmy dzisiaj zasnąć i obudzić się już z obrączkami na palcach, w jakimś fajnym miejscu. Tyle, że tak się nie da.
Studiowanie prawie-prawa przez pięć lat, nie zrobiło ze mnie prawnika, ale i bez tego wiem, że dokumenty podpisane przez sen (czyli w stanie nieświadomosci), nie są prawnie wiążące.
W ogóle nie jara mnie ustalanie menu, na ostatnią chwilę będę szukać fryzjera i makijażystki, kompletnie nie mam pomysłu na kieckę, a już na pewno nie chcę mieć wieczoru panieńskiego*.
I tutaj pojawia się główny problem: społeczne wykluczenie. Nie ma, dosłownie nie ma osoby, która by nam pogratulowała i zostawiła temat w spokoju. KAŻDY pyta o przygotowania (jakby spoczywały na jego, a nie naszych głowach) i, o ile K. zostawiany jest po chwili w spokoju nawet, gdy oświadczy, że jeszcze niczego nie wie i, np., koncepcja jego ubioru jest w proszku, o tyle do mnie te pytania powracają jak bumerang, okraszone dobrymi radami, a raczej „straszonkiem”: a na pewno zdążysz z tym i tamtym?; wiesz, jakie są kolejki do DOBRYCH fryzjerów?; termin na makijaż powinno się zaklepać DWA lata wcześniej!; wiesz, na twoim miejscu, to… – właśnie, porozmawiamy, gdy będziesz na moim miejscu. Serio, mam ochotę tak powiedzieć. Średnio co trzy dni.
Czuję się, jakbym musiała walczyć z wiatrakami.
Dokładnie zdaję sobie sprawę z terminów. Ale, naprawdę, nic mi w życiu nie wychodzi tak dobrze, jak spontan.
A, jednocześnie, czuję się, jakbym była jedyną panną młodą na świecie, z tak luźnym podejściem do swojego zamążpójścia. Niezrozumianą i zewsząd krytykowaną.
Wiecie, pojedyncze komentarze, „dobre rady” czy docinki, spływają po mnie jak po kaczce. Ale serio – teraz jest ich taka plaga, że aż zastanawiam się, czy ludzie naprawdę nie mają nic lepszego do roboty, niż odgrzewać temat, którym żyli miesiąc temu?

Jeśli czyta to przyszła panna młoda lub obecna żona, czy po prostu kobieta o podobnym podejściu, proszę, zostaw jakikolwiek ślad.
Naprawdę potrzebuję teraz Twojego wsparcia.

_________________________________

*MOIM zdaniem, takie imprezy nie mają najmniejszego sensu. No bo niby co, mój nowopoślubiony mąż zamknie mnie w klatce i więcej nie zobaczę znajomych? Nie wypuści z dziewczynami na miasto? Przyspawa mnie do szafki w kuchni? No halo! To, że będziemy małżeństwem, nie oznacza, że staniemy się jednością i że utworzymy wspólny profil na Fejsbuku!
Owszem, bywam na panieńskich i nie potępiam ich w całej okazałości. Jeśli komuś pasują – proszę bardzo.
Ale nie jako organizowane dla mnie.

5 myśli na temat “Legendarna Panno Młoda, wzywam Cię!”

  1. 100 dni przed dopiero dotarło do mnie, że wypadałoby kombinować coś z tortem, myślenie o dekoracjach… jakiś miesiąc przed, sukienka kupiona 4 miesiące przed, ale tylko dlatego, że bałam się, czy sklep za jakiś czas nadal będzie miał mój rozmiar. Z menu nie było problemu, lokal miał 2 ślubne do wyboru, więc tu był prawie że rzut monetą 😉 Kompletnie mi było wszystko jedno co będę miała na głowie, byle kok, bo rozpuszczone włosy nie wyglądałyby za ciekawie z krojem kiecki, więc kazałam babce (na szczęście zaufana od wielu lat) zrobić co uważa za korzystne. Ślub chcieliśmy mieć jak najszybciej za sobą, mieliśmy podobne nastawienie do Was, ale jak już weselicho się rozkręciło żałowaliśmy, że tak szybko zrobiła się 4 rano 🙂 I rzeczywiście nie ma nic bardziej denerwującego od wszystkich ślubnych ekspertów i ich przerażonych min… W pewnym momencie i Ciebie dopadnie stres, zobaczysz 😉

    1. Niebiosa mi Cię zesłały! 🙂
      Już zaczęłam popadać w depresję, słyszą zewsząd, że nie zdążę i że jestem nienormalna, skoro się nie ekscytuję. I żebym nie brała tego ślubu, w takim razie. Także tego…
      Oj, tak, dopadnie na pewno. W sumie, jż mnie dopada, gdy pomyślę o weselu, a raczej „przyjęciu” (bo 40 osób i „zabawa” do 1 w nocy po cywilnym to raczej „afterparty” ;)) i mdli mnie na samą myśl, że będzie drętwo. Do tego stopnia, że mam ochotę zgarnąć K. i „opykać” całą ceremonię w kwadrans, w pierwszym-lepszym USC, mając przechodniów za świadków 😉

      1. Trudno mi powiedzieć, czy ekscytowalibyśmy się bardziej, gdybyśmy nie mieszkali razem już jakiś czas, a tak to wróciliśmy do domu i szok, nic się nie zmieniło, no może na początku trochę GPS przeszkadzał na palcu 😉 U nas było 50-parę, w sumie głównie moi goście, bo znajomi i dalsza rodzina męża bała się wyprawy przez cały wielki polski kraj. Na początku było mi smutno, że ‚tylko’ tyle, ale nie żałuję, bo przynajmniej masz szansę na spokojnie pogadać ze wszystkimi. Dobry DJ może sprawić, że nawet z pozoru drętwe towarzystwo pięknie daje radę 😉 Teraz wszyscy nas potępiają, że nie bierzemy fotografa na sesję poweselną, ech…

        1. No tak… Dobre rady…
          Gdybyście wynajęli fotografa z koncepcją na tematyczną sesję, pewnie zaraz byłyby głosy, że temat nie taki albo że za drogo ;).
          My niby mamy i DJ’a i fotografa, ale kamerzysty brak. I to, również, ognisko zapalne, bo przecież film z wesela (to nic, że nie robimy wesela :D) powinien być i basta! ;).
          Właśnie, większość gości u nas, też będzie z mojej strony i też czasami przebiega mi przez myśl, że można by było zaprosić więcej osób, że to zawsze weselej, itd., z tym, że ja nie radzę sobie z tłumem i już teraz wiem, że to właśnie afterparty będzie dla mnie największą traumą ;).
          No nic, trzeba zacisnąć zęby, dotrwać do tej chwili… a później dać się ponieść fali ;D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *