Ku pokrzepieniu serc

Bo pozwolicie, że pokrzepieniem dupy nie będę się zajmować?
Dlaczego o dupie?
Bo stare przysłowie Indian z Ciechocinka głosi, że ten, kto serce ma miękkie, ten dupę musi mieć twardą.
A, dodatkowo, czuję, że ktoś tę moją dupę ostatnio nieustannie poklepuje.
Smaga.
Rózgą.
Z żywopłotu.
To, że nie reagowałam na takie zachowanie lub robiłam to niestanowczo, nie oznacza, że wyrażałam na to zgodę, tylko, że mam wysoki próg bólu oraz budowę raczej bernardyna, a nie od dziś wiadomo, że tego dużego i, bądź co bądź, odrobinę ociężałego, psa trudniej wyprowadzić z równowagi niż ratlerka, na ten przykład.
Mam na to swoja teorię, dość specyficzną (wiadomo, że jak moja, to nie może być niespecyficzna), że małe wkurza się szybciej, bo ma pysk zbyt blisko dupy.
(Tak.
Zaczęliśmy od dupy <strony>, przez dupę zmierzamy i na dupie skończymy, wspomnicie moje słowa.)
Nie wiem, czy moja teoria odnosi się też do ludzi, ale w moim przypadku się sprawdza. Albo jestem zbyt leniwa, żeby reagować na pierdoły?
Za to, nie rozumiem logiki samobójców, którzy starają się, za wszelką cenę, deptać po moich stopach, ciągnąć za włosy i przesuwać granice mojej cierpliwości w nieskończoność wiedząc, że stąpają po dość cienkim lodzie i ratlerek za takie „grzeszki” wpierdzieliłby ich już dawno.
Razem z butami.
Spokojnam bestia.
Do czasu.
Do czasu uruchomienia rewelacyjnie czyszczącej funkcji turbotorpedy wyposażonej w głowicę słowno-jądrową* odpalaną związkiem przyczynowo-skutkowym za jedyne 299,99 NWP**, po której odpaleniu świat staje… a później nie ma już nic.
Raz jeden, jedyny zdarzyło mi się odpalić takowy ładunek o małej zawartości porażającej złości, na drugim roku studiów, zdaje się.
Pokój 412/2 zamarł na jakiś kwadrans (a wierzcie, że w akademiku to prawdziwy wyczyn i nie sądzę, żeby komukolwiek udało się go powtórzyć), po czym, z całkiem obiecującej, koleżeńskiej relacji, został olbrzymi lej po bombie, nadal widoczny z kosmosu. A lat minęło od wybuchu prawie dziewięć.

Enyłej, ostatnio coraz częściej sprawdzam skarbonkę przy czerwonym przycisku aktywujacym głowicę.
No bo ludzie, ileż można?! Ileż można patrzeć i udawać, że sie nie widzi albo nie rozumie? Ileż można pozwalać, żeby ci, którym powinno zależeć na ludziach, mieli ich w głębokim poważaniu? Ile razy mozna prosić o uwagę, pomoc, zrozumienie tych bardziej wpływowych i odbijać się od ściany, dostając jeszcze na odchodne cegłą w głowę?
Już pominę fakt, że praktycznie dzień w dzień jakaś marna kopia homo sapiens z zainstalowaną atrapą mózgu, służącą jedynie realizacji potrzeb z samego dołu piramidy Maslova, grozi mi lub Sombademu Els*** zniszczeniem, oskarżeniem o wszystkie zbrodnie na festynie, o otwarcie puszki Pandory, a nawet o spowodowanie biblijnego potopu oraz, że (cytuję) nigdy nie znajdziesz żadnej pracy, załatwię to pani, żebyś wiedziała!!!, co akurat jest najzabawniejszym fragmentem nie tylko ze względu na składnię, ale również sens – po co mam szukać pracy, skoro już ją mam? – oraz następstwa. Pozwolę sobie przeanalizować, jak ten jaszczur z memów:

Więc (od którego zdań sie nie zaczyna) skoro te niedoróbki homo sapiens niesapiens chcą mnie zwolnić i zamknąć mi dostęp do wszystkich ścieżek kariery, nie pozostanie mi nic innego niż przejście na rentę.
Którą Baba z ZUSu przyzna mi na czas nieokreślony, gdyż ponieważ
1) jej też klienci/petenci/interesariusze nie lubią, więc Baba mnie rozumie (wiecie, solidarność jajników i te sprawy),
2) gdy usłyszy na komisji, z jakiego powodu o rentę wnioskuję (a będzie to poparte opiniami biegłych psychologów i psychiatrów), od razu machnie pieczątkę i podpis.
A, jak wiadomo, renta wypłacana jest ze składek. Moje nie wystarczą jeszcze na pokrycie wymaganego świadczenia, stąd też, zostanie ono zaspokajane ze składek podatników, którzy tak bardzo życzą mi bezrobocia. Czyli, jednym zdaniem, ci, którym moje egzystencja jest wybitnie nie na rękę, będą mnie utrzymywać. Haha!
Czy może być (dla nich) gorzej?
Może.
Bo, jak wiadomo, renta niska jest i na życie nie wystarcza. Z tej przyczyny, wnioskowałabym o dodatki i wszelakie świadczenia z MOPS. Których wypłaty pokrywane są z budżetu Skarbu Państwa, czyli z podatków osób zatrudnionych, CZYLI z odprowadzanych przez paskudy życzące mi bezrobocia.
Myślę, że jeśli dobrze bym się zakręciła (a studiowałam prawie-prawo), spokojnie mogłabym wyciągnąć ze świadczeń nawet 3,5-4 tys. złotych miesięcznie.
Czyli żyłabym jak pączek w maśle z kasy tych, którzy tak usilnie chcą mnie zwolnić.
A, na sam koniec, przez te moje przeogromne świadczenia otrzymywane jeszcze w wieku produktywnym, na bank zabrakłoby pieniędzy na wypłatę emerytur dla tych, którzy teraz mi tak kiepsko życzą.
Szach-mat, paskudy!
Uważajcie, czego sobie (i mnie) życzycie, bo możecie to dostać ;).
A na deser – tak, zmieniłam zdjęcie oraz ustawienia prywatności na Fejsbuniu. Nie, nie boję się tych paskud.
Po prostu nie chcę, żeby jakiś who you yeah bunny rył w moim profilu jak dzika świnia w poszukiwaniu trufli ;).
A poza tym, mam te świnie w dupie.
Czego i Wam życzę.

________________________________

*jeśli słowem nie zabiję, to chociaż w jaja kopnę.
**Najjaśniejszy Wkurw Perlisty – waluta dostępna we wszystkich Wkurwokantorach na terenie całego kraju.
***Somebody Else
A jaszczury są bezczelnie zapożyczone z Internetu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *